blacha przewodnika tatrzańskiego
Tatry dla każdego

Artur Krupiński

przewodnik tatrzański

tel. 608-753-206

Z przewodnikiem w Tatry

Skorzystaj z usług przewodnika tatrzańskiego.
Wycieczki z przewodnikiem są zawsze udane.

Motywy górskie Stanisława Lema

W „Wielkiej Encyklopedii Tatrzańskiej” Witolda Henryka Paryskiego (WHP) nie ma hasła „Stanisław Lem”. A szkoda, bo Lem jest autorem jednego z najpiękniejszych opowiadań wspinaczkowych, jakie napisano. Opowiadania o tym, dlaczego to robimy.

Lem bardzo lubił Tatry. Często przyjeżdżał do Zakopanego na narty. Latem zjawiał się w czerwcu, kiedy nie pyliło (pisarz miał alergię). Mieszkał w Domu Literatów Astoria, w położonej na uboczu części miasta (przy Drodze do Białego). Wiele jego najlepszych powieści i opowiadań napisanych zostało właśnie w Zakopanem.

Słowo „Tatry” — o ile wiadomo — nie pada na kartach powieści Lema. Jednak motywy górskie są stale obecne w twórczości pisarza, jeśli tylko akcja nie toczy się w przestrzeni kosmicznej. Lema interesowała przede wszystkim kondycja człowieka. Kosmos, inne światy, cywilizacja cybernetyczna były tylko tłem dla ludzkich wielkości i małości. Góry w jego twórczości pełniły podobną rolę, jednak często nie były tylko dekoracjami. Przedstawione fragmenty (z konieczności bardzo skromny wybór) pokazują, że stosunek Lema do gór nie był obojętny, a ponieważ za oknem zakopiańskiej willi miał Tatry, więc...

„Niezwyciężony”

Na planecie Regis III, daleko w bok od gwiezdnych szlaków, wylądowała ekspedycja poszukiwawcza. Z Regis nie wróciła poprzednia wyprawa, zaginęła cała, kilkudziesięcioosobowa załoga. Planeta wydawała się martwa, ale coś przecież spowodowało katastrofę. Po odnalezieniu zaginionego statku sytuacja skomplikowała się. Pojazd był praktycznie nienaruszony, nie było śladów walki, ale załoga nie żyła. Niedługo potem część ekspedycji ratunkowej została zaatakowana przez chmurę czarnych „muszek”, zamieszkujących „czarne zarośla” masywu górskiego (podobieństwo do kosodrzewiny uderzające). Ludzie przeżyli, ale ich mózgi zostały wyczyszczone z wszelkich informacji. Po drugim ataku, w jednym z wąwozów masywu zaginęło kilku astronautów. Na poszukiwanie towarzyszy wyruszył nawigator Rohan. W pobliże wąwozu dostał się od góry i musiał zejść na jego dno:

„Zwolnił, i wtedy właśnie otworzył się przed nim zapraszająco szeroki żleb. Z obu stron ujmowały go niżej czarne zarośla. Nachylenie w dole rosło... może była tam przewieszka?
Zadecydował zegarek: było niemal pół do dziesiątej. Zaczął schodzić, najpierw twarzą do otchłani, potem odwrócił się, gdy stromizna stała się zbyt ostra, schodził już, pomagając sobie rękami, krok za krokiem, czarny gąszcz był blisko, zdawał się parzyć nieruchomym, milczącym upałem. Waliło mu w skroniach. Zatrzymał się na skalnej listwie, która szła skosem, wbił lewy but między nią a drugą listwę i spojrzał w dół. Jakieś czterdzieści metrów niżej widział szeroką półkę, od której schodziła wyraźna, naga grzęda skalna, wyniesiona ponad sterczące martwe pędzle czarnych krzaków. Ale od tej zbawczej półki dzieliło go powietrze. Popatrzał w górę, zeszedł już dobre dwieście metrów, może więcej. Odgłos pracującego serca zdawał się wstrząsać powietrzem. Zamrugał kilka razy. Powoli, ślepymi ruchami, jął rozwijać linę. Nie będziesz chyba tak szalony... powiedziało w nic coś. Posuwając się bokiem w dół dotarł do najbliższego krzaka. Jego ostre wyrostki były pokryte nalotem rdzy, kurzącej pod dotknięciem. Dotknął go spodziewając się nie widomo czego. Ale nic się nie stało. Usłyszał tylko suchy, skrzypiący szelest, pociągnął mocniej, krzak siedział pewnie, owinął go liną u nasady, jeszcze raz pociągnął... w nagłym przypływie śmiałości owinął podstawę drugiego i trzeciego krzaka, zaparł się i szarpnął ze wszystkich sił. Trzymały mocno, wpite w rozpękły głaz. Począł obsuwać się, zrazu mógł jeszcze przerzucić część ciężaru ciała na skałę dzięki tarciu podeszew, ale wnet zachybotał i zawisnął. Przepuszczał coraz szybciej linę popod kolanem, hamując jej ucieczkę ruchami prawego ramienia, aż, patrząc uważnie w dół, wylądował na półce. Spróbował teraz uwolnić linę, ciągnąc jeden jej koniec. Krzaki nie puszczały. Pociągnął kilka razy. Zacięła się. Usiadł wtedy okrakiem na półce i zaczął ciągnąć całym sobą, aż nagle z jadowitym świstem wyleciała przez powietrze i chlasnęła go w kark”,

„Powrót z gwiazd”

W „Niezwyciężonym” góry były tylko tłem, chociaż umiejętności wspinaczkowe nawigatora Rohana robią wrażenie. Jednak już w powieści „Powrót z gwiazd” góry odegrały bardzo ważną rolę, chociaż pojawiły się dopiero na ostatnich kartach książki. Akcja toczy się na Ziemi. Hal Bregg wrócił z długiej, gwiezdnej podróży. Na skutek efektów relatywistycznych, od startu misji do jej powrotu na Ziemi upłynęło 127 lat. Hal zestarzał się w tym czasie dziesięć lat. Cały świat, który znał, nie istniał. Inny język, inne przedmioty, inni ludzie. Pod koniec powieści bohater dowiaduje się, że jego towarzysze organizują następną wyprawę. Wyprawę-ucieczkę przed nowym nieznanym światem na Ziemi do świata znanego w kosmosie. Czy ma do nich dołączyć? Bregg podejmuje decyzję, że nie. Ale dlaczego nie? Po opuszczeniu towarzyszy, Hal poszedł nocą w nieznanym, właściwie obojętnym kierunku. Pod wpływem impulsu skręcił w stronę gór i rozpoczął wspinaczkę. Wtedy:

„Kiedy wpatrzyłem się uważnie we wschodni brzeg horyzontu, dostrzegłem smugę pierwszej szarości — rozmywającej gwiazdy — zaczątek nowego świtu. Rysowała się na niej stroma, rozpękła w połowie grań. I nagle w mojej nieruchomości coś zaczęło się dziać — bezkształtne ciemności na zewnątrz — czy wewnątrz mnie? — przemieszczały się, osuwały, przemieniając proporcje, byłem tak tym pochłonięty, że na mgnienie straciłem jakby wzrok, a kiedy odzyskałem go, widziałem już wszystko inaczej. Niebo wschodu ledwo szarzało nad pełną ciemności doliną, pogłębiając jeszcze czerń skalnego ramienia, ale potrafiłbym wskazać każdy jego uskok, każdą szczerbę po omacku, wiedziałem, jaki obraz odsłoni mi dzień, bo był wpisany we mnie, na zawsze, i nie na marne. To była ta nie zmieniona rzecz, której pragnąłem, która pozostała niewzruszona, podczas gdy cały mój świat rozpadł się i zginął w półtorawiecznej czeluści czasu. To w tej dolinie spędziłem chłopięce lata — w starym, drewnianym schronisku na przeciwłegłym, trawiastym stoku Łowcy Chmur. [...]
Śniegi szczytu zapaliły się złotem i bielą, stał nad pełną liliowego cienia doliną potężny i bezwietrzny, a ja, nie zamykając oczu, pełnych łez łamiących jego światło, powstałem wolno i zacząłem schodzić po piargach na południe, gdzie był mój dom”.

„Wypadek”

„Aniel nie wrócił o czwartej...”. Tak zaczyna się jedno z opowiadań o pilocie Pirxie. Na odległej planecie pracuje ekipa astronautów, wspomaganych przez Aniela, ultranowoczesnego robota, wyposażonego w mózg elektronowy o wyjątkowych możliwościach. Robota samodzielnego, samouczącego się, być może nawet intelektualnie zbliżonego do ludzi. Ale jednak robota. Kiedy Aniel nie wrócił, ekipa naukowców wyruszyła na poszukiwania, które doprowadziły ich do podnóża masywu górskiego, do stóp pięknego, skalnego filara. Odnaleźli tam plecak i cały sprzęt robota. Po zbadaniu jego zawartości okazało się, że Aniel wykonał wszystkie pomiary i mógł wracać do bazy. Ale nie wrócił... Tymczasem Pirx przyglądał się filarowi:

„Tamci naradzali się półgłosem za jego plecami, a on podniósł z wolna głowę i po raz pierwszy z takiej bliskości spojrzał na wstępujący w górę filar. Niezwykłą była siła wyzwania, jaką czuł w kamiennym spokoju ściany; a właściwie nie było to wyzwanie, lecz coś podobniejszego raczej do wyciągniętej otwarcie ręki — z pojawiającą się natychmiast pewnością, ze trzeba ją przyjąć, że to jest początek drogi, na którą musi się wejść”.

Odnalezione ślady robota prowadziły na filar... Jeden z naukowców stwierdził, że Aniel rozprogramował się; drugi, że nie, bo wszystko zostawił uporządkowane, więc coś skłoniło go do wejścia w ścianę. Żeby rozwiązać zagadkę, Pirx z towarzyszem podjął wspinaczkę. Astronauci szli filarem po (promieniotwórczych) śladach robota. Wspinaczka była coraz trudniejsza, aż Pirx doszedł do kluczowego miejsca, którego przejście wymagało ryzykownego kroku z iluzoryczną asekuracją. Wtedy Pirx spojrzał w dół i zobaczył niebieskawą iskrę na piargach. To był Aniel. Wspinacze wycofali się. Kiedy zjechali do podstawy filara, trzeci astronauta powiedział, że znalazł odrzutowe olstra robota. Robot musiał zdjąć je umyślnie. To, według naukowca, było ostatecznym dowodem uszkodzenia i aberracji, bo w razie upadku olstra były jedyną szansą na ocalenie. Pirx myślał coś innego:

„Wracali więc w milczeniu, tym bardziej, że Pirx nie uważał za wskazane dzielić się z towarzyszami własnym osądem wypadku. Był pewny, że Aniel nie uległ żadnemu defektowi, że to, co się stało, nie miało nic wspólnego z jakimiś monokryształami czy mnestronami, bo czyż on, Pirx, uległ defektowi, że tak bardzo chciało mu się pokonać tę ścianę? Aniel był po prostu bardziej podobny do swych konstruktorów, niż oni gotowi byli to przyznać. Kiedy wykonał swoje zadanie, zostało mu jeszcze sporo czasu do powrotu — był przecież taki sprawny i szybki. Nie tylko widział, ale pojmował otoczenie; był stworzony do rozwiązywania trudnych zadań, to znaczy do gry, a tam objawiała mu się nie byle jaka — i z najwyższą stawką”.

Opowiadanie Stanisława Lema „Wypadek” zostało opublikowane w zbiorze opowiadań „Najlepsze polskie opowieści o górach i wspinaniu”, obok opowiadań takich „górskich” autorów, jak Adam Bilczewski, Jan Długosz, Michał Jagiełło, Wojciech Kurtyka, Czesław Momatiuk, Adam Skoczylas, Jan Alfred Szczepański, Jan Józef Szczepański, Andrzej Wilczkowski, Andrzej Ziemilski, Wawrzyniec Żuławski.

Literatura:

  1. Stanisław Lem, „Opowieści o pilocie Pirxie”, Wydawnictwo Literackie, Kraków-Wrocław 1986
  2. Stanisław Lem, „Powrót z gwiazd”, Wydawnictwo Literackie, Kraków-Wrocław 1985
  3. Stanisław Lem, „Solaris. Niezwyciężony”, Wydawnictwo Literackie, Kraków-Wrocław 1986